Kategorie: Wszystkie | Blogi | Cytaty | Ekonomia | Etnologia | Etyka | Herbata | Lingwistyka
RSS
piątek, 20 lipca 2007
Fetyszyzm
Na lewica.pl pojawiły się dwie wypowiedzi symptomatyczne dla naiwności działaczy lewicowych.
Jeden z redaktorów portalu w komentarzu do artykułu broni wagi wskaźnika PKB. Interesujące jest to, że redaktor ten na ogół jest niezwykle uwrażliwiony – może nawet nadwrażliwy – na rolę systemu pojęć w utrzymywaniu i wzmacnianiu prawicowej hegemonii ideologicznej. Tymczasem pojęcie PKB zalicza się do podstawowego arsenału prawicowej wizji świata.
Redaktor lewica.pl zauważył w swoim komentarzu jedynie to, że PKB pomija problematykę podziału wypracowanego dochodu. Pozwolił sobie w ten sposób na zlekceważenie przeciwnika. W rzeczywistości PKB odbiera legitymizację znacznej części lewicowych projektów gospodarczych. Jeśli zabetonujemy Rospudę – PKB pójdzie w górę. Jeśli zaniechamy budowy obwodnicy – jego wzrost ulegnie uszczupleniu. Jeśli zbudujemy sprawny i oszczędny system komunikacji miejskiej – PKB spadnie. Zareaguje natomiast pozytywnie na kilometrowe korki. Konsekwentna realizacja lewicowego programu gospodarczego może doprowadzić do spadku PKB – przy jednoczesnym znacznym wzroście dobrobytu.
Jeśli lewica nie zdoła przełamać fetyszyzmu PKB, to w dziedzinie ekonomii zawsze będzie pozbawiona swojego języka. Na szczęście istnieją alternatywne do niewiarygodnie wypaczonego PKB wskaźniki dobrobytu. Wypadałoby tylko, by czołowe postaci lewicy raczyły się z nimi zapoznać.

Z kolei Łukasz Foltyn, założyciel Partii Socjaldemokratycznej, który zasłynął propozycją sprywatyzowania wszystkich przedsiębiorstw i usług publicznych pozostających jeszcze w gestii państwa, wypowiedział się na temat racjonalności ekonomicznej. Jego zdaniem uzasadnieniem wydatków na zasiłki dla osób niezdolnych do pracy jest fakt, że stanowią one swego rodzaju ubezpieczenie i zwiększają skłonność osób pracujących do konsumpcji. Dlatego są to wydatki racjonalne ekonomicznie.

Jest to zadziwiające rozumowanie. Równie dobrze można by twierdzić, że racjonalność fizyczna nakazuje detonację bomby wodorowej na wysokości 3 km nad celem. Niestety pomija się wtedy rozumowanie etyczne, które z konieczności musiało poprzedzić rozważania fizyczne. Jeśli owo rozumowanie etyczne doprowadziło do wniosku, że pożądane jest użycie broni jądrowej w celu zadania możliwie dotkliwych strat nieprzyjacielowi, to oczywiście fizyka jest w stanie pomóc w stosownym zaplanowaniu uderzenia.

Łukasz Foltyn wraz z całą rzeszą prawicowych myślicieli zdają się nie rozumieć, że to samo dotyczy ekonomii. Rozumowanie etyczne musi wytyczyć cele; ekonomia wskaże drogi ich realizacji. Jeśli sądzimy, że nie wolno nikogo skazywać na głód ze względu na niezdolność do pracy, to nie ma najmniejszego znaczenia, czy udzielenie mu pomocy doprowadzi do wzrostu czy spadku jakichkolwiek wskaźników (poza skrajnym przypadkiem, kiedy pomoc socjalna doprowadziłaby do znacznego kryzysu gospodarczego, dotykającego także najbiedniejszych; nie odnotowano jednak takich zjawisk). W wizji Foltyna pomoc najuboższym jest uzależniona od całkowicie przygodnego i wątpliwego przypuszczenia, że wzmaga ona konsumpcję osób pracujących. Gdyby się okazało, że nie ma takiego działania, jego zdaniem należało by jej zaniechać.

Wydaje się, że także Łukasz Foltyn padł ofiarą fetyszyzmu wskaźników ekonomicznych, które czyni miarami racjonalności ekonomicznej w całkowitym oderwaniu od etyki i zdrowego rozsądku. Szczególnie wskaźnik PKB uległ całkowitej alienacji. Pierwotnie miał być narzędziem, ale ku radości korporacji stał się celem samym w sobie. Obserwacja samodzielnego życia wskaźników ekonomicznych zniechęca do proponowania doskonalszych od PKB wskaźników dobrobytu. Co się stanie, jeśli odniosą sukces? Czy za 100 lat będzie się forsowało absurdalne projekty twierdząc, że co prawda mają liczne wady, ale za to doprowadzą do znacznego wzrostu XXX?
19:14, devanampriya , Ekonomia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 lipca 2007
Herbata (początek cyklu?)

 Mam zamiar pisać o różnych rzeczach związanych z ceremonią herbacianą- mam nadzieję, ze nie będzie to tylko słomiany zapał...

 Wstęp dla niezorientowanych: uczę się parzyć herbatę (i robić inne związane z tym rzeczy) według przekazu szkoły Urasenke. Więcej: www.sunshinkai.org.pl

 Detal z innej szkoły, o którym dowiedziałam się wczoraj- małe, a cieszy :) Kiedy gospodarz zaparzy gęstą (+formalną, czyli trudną) herbatę, podaje ją razem z jedwabną chusteczką (serwetką?) zwaną dashibikusa. Służy ona do tego, żeby kłaść ją na dłoni i dopiero na niej stawiać czarkę z herbatą. Dashibukusa często jest zrobiona z cennego materiału- na przykład takiego:

 

 

 

 

Zdarza się więc, że pierwszy gość stwiedza w duchu: to bardzo piękna dashibukusa. Szkoda byłoby, gdyby coś jej sie stało przypadkiem. Moja własna nie jest tak cenna, więc użyjemy jej zamiast tego cacka. wyciąga więc swoją dashibukusę i stawia na niej czarkę, a kiedy podaje herbatę dalej (gęstą herbate pije kilkoro gości z jednej czarki) - to wraz ze swoją dashibukusą. Ta gospodarza nie będzie użyta tego dnia.

Pod koniec tego długiego (moje kolana!) dnia robiłam - pierwszy raz przy palenisku letnim - usucha hakobi temae, czyli parzenie cienkiej herbaty, przy której na początku wszystko się wnosi (nie ma np. wcześniej ustawionej półki ze sprzętami). Używałam na zmianę dwóch czarek - Hagi hirachawan (zdjęcie wkrótce) i szklanej niebieskawej czarki, która wyglądała jak chłodny staw w letni dzień- wspaniała czarka na upalne lato, tylko gdzie te upały... W stawie pluskały się czerwone rybki i rosły zielonkawe wodorosty. Śliczna czareczka, aż miło było w niej utrzepywać herbatę.

Taka notatka dla siebie: 

mizusashi - Shigaraki

natsume - czarne + sasa

chashaku - zwykłe z mizuya, ale ciemnobrązowe (dla kontrastu z jasną Hagi)

Konia z rzędem i czarkę herbaty temu, kto wie, o czym piszę! 

16:01, mgla_jedwabna , Herbata
Link Komentarze (1) »
środa, 04 lipca 2007

Porządkuję szmaty przywiezione z domu i powoli brak mi miejsca w szafie i szufladach, wiec liczę na to, ze mój najdroższy, ktorego ascetyczne upodobania względem garderoby są szeroko znane (a w każdym razie zasługują na to), coś dla mnie wymyśli- jakąś półkę z czwartego wymiaru albo inną wirtualną szufladę.

- Powoli zaczyna mi brakować miejsca... jakieś sugestie?

- Nie poddawaj się! 

00:09, mgla_jedwabna
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 lipca 2007
Studium klucza

Hokoji pisał:

Jakże cudowne i niezwykłe:
Czerpię wodę i noszę drwa.

Tymczasem Białoszewski:

Ballada o zejściu do sklepu 

Najpierw zeszedłem na ulicę
schodami,
ach, wyobraźcie sobie,
schodami.

Potem znajomi nieznajomych
mnie mijali, a ja ich.
Żałujcie,
żeście nie widzieli,
jak ludzie chodzą,
żałujcie!

Wstąpiłem do zupełnego sklepu;
paliły się lampy ze szkła,
widziałem kogoś - kto usiadł,
i co słyszałem?... co słyszałem?
szum toreb i ludzkie mówienie.

No naprawdę
naprawdę
wróciłem.

 

albo:

 

(...)

Nie jestem godzien, ściano
abyś mię ciągle syciła zdumieniem...
to samo - ty - widelcze...
to samo - wy - kurze...

(...) 

 

Obaj należą do znakomitych poetów zen.

20:06, devanampriya
Link Dodaj komentarz »
poziomki
19:46, devanampriya
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 czerwca 2007
Żurawie i żubry

Od teraz jest to nasz wspólny blog- R.S. i W.W.- żadne z nas nie jest systematyczne, ale może razem uda nam się wpisywać na tyle często, żeby była mowa o jakiejkolwiek ciągłości.

Właśnie siedzimy w N.- tak, to tam gdzie wrony zawracają i krety mają pętlę. O świcie pojechaliśmy wypatrywać żurawi na wieży widokowej, której lokalizacja ma ponoć sprzyjać  zainteresowaniom ornitologicznym. Jako dwa miastowe imbecyle wybralismy się tam bez lornetki- nie żebyśmy nie zdawali sobie sprawy z przydatności takowej. Po prostu żadne z nas nie posiada.

Nad zalewem latało coś białego. Może i żurawie. Za to poprzedniego dnia  w puszczy widzieliśmy dzięcioła czarnego. Zamiast żubra. 

00:19, mgla_jedwabna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 czerwca 2007

Najlepsze są niekompletne kolekcje. Moje dotychczasowe postępowanie było całkowicie sprzeczne z tą głęboką prawdą, ale obiecuję poprawę.

 Sztuka w formie dzieł zebranych traci smak, tajemniczość i głębię.

Nauka także nie znosi dzieł zebranych. To nudne, kiedy jakiś autorytet w mojej biblioteczce i ten sam autorytet w waszej biblioteczce twierdzi to samo. Dajmy im możliwość polemiki pozostawiając luki w naszych kolekcjach.

23:59, devanampriya
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 grudnia 2006
***
Przed ostatnimi wyborami samorządowymi Korwin-Mikke obiecał m.in. likwidację
warszawskich tramwajów, by stworzyć dodatkowe pasy dla samochodów. Jego
zdaniem pomiędzy tramwajami są zbyt duże luki, co stanowi marnotrawstwo 
powierzchni jezdni.
W rzeczywistości kawalkada samochodów, która mogłaby pomieścić pasażerów
jednego tramwaju, miałaby długość 1,5 km przy suchej nawierzchni, prędkości
50 km/h i 2 pasażerach w każdym samochodzie. Uważam, że daje to cenny
wgląd w sposób myślenia libertarianina, pozwalający dokładniej zrozumieć
różnego rodzaju "rozdawanie wędek" i "pobudzanie przedsiębiorczości".
07:02, devanampriya , Ekonomia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 grudnia 2006
***
Nie jestem idiotą i wiem, że posiadanie przedmiotów nie daje trwałego
zadowolenia a postęp technologiczny przynosi równie dużo upierdliwości,
co korzyści. A jednak:
- od czasu do czasu nabieram ochoty na kupowanie rzeczy,
- wkurwiam się ich niedoskonałościami,
- każdą niedoskonałość, której przyczyna nie jest jasna, odbieram jako
atak skierowany przeciwko mnie,
- odnoszę nieodparte wrażenie, że w sklepach są puste półki, bo nie ma
zadowalających mnie produktów.

I tak:
1. Jeśli tylko zasmakuje mi jakaś potrawa, to jest ona wycofywana z
rynku w ciągu paru miesięcy. Następnym razem, kiedy coś mi zasmakuje
zrobię duży zapas.
2. W dziedzinie ubrań wszechwładza mody dławi wolność wyboru. Tylko
w sektorze nierynkowym, tj. w demobilu, można znaleźć zadowalającą
jakość i estetykę ;)
3. Meble doprowadzają mnie do szału. Niedawno chciałem kupić regały
na książki spełniające 2 warunki: wysokość około 2,5 m i w pełni
regulowane półki. Nie udało mi się znaleźć tego rodzaju produktu.
Najbliżej była IKEA z regałem o wysokości 2,35 m (tj. wysokość
maksymalizująca marnotrawstwo przetrzeni - nie da się postawić
książki na górze!) i ze wszystkimi półkami regulowanymi poza
środkową - dzięki czemu regulacja traci sens, bo wychodzą półki zbyt
wysokie lub zbyt niskie.
4. Ostatnio wpadłem na pomysł kupienia sobie lustrzanki cyfrowej.
Producenci wpadli na 2 szatańskie pomysły:
4.1. niepełnowymiarowa matryca, dzięki czemu:
- obiektywy szerokokątne sensownej jakości kosztują 2600 zł (przy
pełnowymiarowej matrycy kilkaset zł),
- koszt produkcji jest podwyższony,
- szumy przy wyższych czułościach są intensywniejsze,
- tradycyjne obiektywy trafiają do innych kategorii (np. obiektywy
normalne 50mm, które miały zawsze największą jasność i najlepszą
jakość, stają się nagle portretówkami 75 mm, które są znacznie mniej
użyteczne).
4.2. wypierdki, czyli wystające z przodu aparatu obiekty, głównie
osłonka do lampy błyskowej, powodujące niemożliwość zamontowania
większości obiektywów lustrzanych. Co ciekawe, przez 150 lat udawało
się produkować aparaty bez żadnych wypierdków, dopiero w ostatnich
15 latach okazały się one konieczne. Niekiedy poleca się nawet ucinanie
wypierdków za pomoca piłki jubilerskiej, by osiągnąć kompatybilność z
niektórymi obiektywami.

Nie muszę mówić, że straciłem ochotę na zakup jakiegokolwiek aparatu,
bo w przypadku pełnoklatkowych analogów z kolei wykonanie jednego
zdjęcia kosztuje złotówkę. Pełnoklatkowe cyfrówki zaczynają się od 10000zł.

5. Cały sprzęt elektroniczny musi być srebrny. Chcesz czarny, dopłacaj.

Wyraźnie potrzebuję medytacji i zmiany nastawienia na "być".
20:36, devanampriya
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 listopada 2006
***
Jakiś czas temu wymyśliłem alternatywny model sponsorowania sportu. Wkurzyło mnie
to, że sportowcy muszą mieć na koszulkach i sprzęcie dziesiątki znaków firmowych, przez co
wyglądają jak pajace. Stwierdziłem, że jeśli mają tak znaczący wpływ na gusta
konsumentów, to równie dobrze mogliby pobierać opłaty za zaniechanie antyreklamy
produktów, tj. szantażować bogate korporacje, zachowując eleganckie stroje.

Traktowałem to tylko jako średnio śmieszny pomysł w stylu szkolnej głupawki, ale niedawno
dowiedziałem się, że niektórzy libertarianie, np. Rothbard, sprzeciwiają się penalizacji szantażu.
Jeśli tak, to mój pomysł można by rozszerzyć np. na telewizje, które zamiast odstręczających
widzów, długich i nudnych bloków reklamowych mogłyby emitować nieliczne antyreklamy
firm, które nie ugięły się przed szantażem.
22:26, devanampriya
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3